amikblog |
||||
|
2010-06-08 20:56:10 ...::: teatr czy życie? :::...
Nie pisałabym tego, gdybym nie miała wątpliwości, że moje dawne przemyślenia i plany na związek mają sens… Szukam drogi. skomentuj (1) 2010-05-06 20:58:12 …:::Czekanie popłaca:::…
Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze.
Spokojna znaczy szczęśliwa :) skomentuj (2) 2010-04-18 14:24:34 ...
skomentuj (3) 2010-04-13 22:48:07 ...::: Spokój, szczęście... pomimo wszystko... :::...
Szczęśliwa, szczęśliwa, SZCZĘŚLIWA!!!
Wreszcie czuję. Nikt nie rozumie. A przecież…
…to tutaj zaczyna się życie. skomentuj (0) 2010-04-05 22:19:04 ...::: WIOSNA :::...
Dziś znów się czegoś o sobie nauczyłam. Otóż podczas pisania mojej poprzedniej notki błędnie zrozumiałam pewien stan. Oczywiście jestem w szczęśliwym związku, kocham, ale nie wierze w to że jestem kochana. Żyje tym swoim uczuciem, mój uśmiech na twarzy to efekt tego, że mam dla kogo żyć, mam kogoś komu mogę najszczerzej jak potrafię niemal wykrzyczeć, że go kocham. Wreszcie jestem pewna tak wielkiego uczucia. W poprzedniej notce wspomniałam o tym, że kiedyś myślałam, że kiedy będę już miała kogoś kto mnie kocha, wszystko się zmieni, uwierzę w siebie i wyjdę z tego obłędu… I może faktycznie tak będzie. Dlaczego będzie a nie jest? Otóż On daje mi do zrozumienia, że czuje to samo, mówi piękne słowa, które popiera czynami, ale ja… ja w to po prostu nie wierze. Nie wyobrażam sobie jak można mnie kochać. Wszystko da się wytłumaczyć, jest miły z uprzejmości, bo tak wypada, może mnie lubi, albo po prostu lubi spędzać ze mną czas, może z nudów, ale kochać? Nie. Ja sama siebie nie kocham a co dopiero… obca osoba… Może mama mnie kocha, ale to dlatego, że jestem jej dzieckiem, nie za to jaka jestem. I tu jest ten problem. Dlaczego tak jest? Staram się, naprawdę chcę to zmienić. Chcę być tak od początku do końca szczęśliwa, ale ja już nie mam siły… Jest mi z tym wszystkim naprawdę ciężko. Tyle słów mnie rani, a ich nadawcy nawet nie przypuszczają, bo to zwykłe słowa, a problem tkwi we mnie, ja jestem przewrażliwiona, nadinterpretowuję, analizuję, biorę do siebie, porównuję… Gdybym mogła… Gdybym wiedziała jak to zmienić… Bo nadal wierzę, że to da się zmienić…
Abyście odrodzili się tej wiosny na nowo… skomentuj (0) 2010-03-25 21:57:01 ...::: Koszmar nigdy się nie kończy... :::...
Zabawne… Kiedyś myślałam, że ten koszmar się skończy jeżeli będę miała przy sobie kochaną osobę. Kogoś, kto będzie mnie kochał taką jaką jestem. Dziś go mam. Może za wcześnie żeby mówić o tym jak o miłości życia, ale mam kogoś przy kim jestem taka szczęśliwa… Dla niego wstaje rano i nie poddaje się w ciężkich chwilach, ale w TEJ kwestii jest jeszcze gorzej. Tak bardzo chce być idealna, dla niego. On jest idealny.
Śmieszne jest również to, że pewnie gdyby on wiedział co ja czuje, o czym myślę, wygłosiłby morze pięknych słów o tym, dlaczego nie powinnam się zmieniać i że dla niego jestem idealna… Słowa, w które ja bym oczywiście nigdy nie uwierzyła. Nie chce niczego takiego usłyszeć. Czułabym się taka zażenowana… Od razu wiedziałabym że mówi tak, żeby zrobić mi przyjemność. Teraz nie odgrywa to dla niego takiej dużej roli, bo jest zakochany, ale kiedyś… Kiedy magiczny pył opadnie, a przynajmniej połowa motyli w naszym brzuchu zdechnie, wszystko się zmieni. I bez problemu zostawi mnie właśnie z TEGO powodu. Być może nadal mi tego nie powie, ale ja będę wiedzieć. skomentuj (0) 2009-06-08 15:09:16 Już nie..., lecz Jagoda:) Może mała reaktywacja?:) P.S. Czas liceum wycięty z życiorysu;);) skomentuj (4) 2007-06-06 20:19:43 …:::TAKA ZAGUBIONA:::… Kiedyś wierzyłam, że świat należy do mnie, że ja go tworzę, zmieniam, wszystko zależy ode mnie… Może nadal tak jest, tylko brak mi odwagi? Może to tylko chwilowy brak kontroli nad własnym losem? Ostatnie wydarzenia… Taka malutka, nieważna, nieistotna ja wobec nich. Wszyscy wiedzą nic… …Dlatego nawet nie wiem po co zaczęłam pisać tą notkę, skoro będzie ona kolejną wielką metaforą na tej stronie. Zawsze wiedziałam, że nigdy nie napiszę tu nic dosłownie, że nigdy nie oddam tego co czuję w 100%... Może te pierdoły ubrane w głupie słówka chociaż w 20% dają upust mojej wewnętrznej walce, rozwarstwieniu uczuć i wartości? * „ja mam dwadzieścia lat, ty masz dwadzieścia lat, przed nami siódme niebo…” Znów obudzili się w nich gówniarze. Zero stabilizacji… Jest, nie ma jest, nie ma…. Są małżeństwem, nie są. Są rodzicami, są ojcem i matką. Mieszkają tu, mieszkają tam. Wyjeżdżamy, zostajemy… Tylko szkoda, że doprowadzili tym do tego, że czasami ja już niczego nie czuje. I nie tylko ja… * Kolejny raz zepsułam coś nieświadomie. Kolejny raz osądzono mnie o brak uczuć, kiedy czułam zbyt mocno. Czy to nie paradoksalne zjawisko? I do tego ja to wiem, a on nie… * Tak się cieszyłam, a tu nic z tego… Miałam wizję wielkiego powrotu do przeszłości, do tej miłej przeszłości. Marzenia dawały mi energię do działania. Tak nienawidze przeprowadzek, a ta miała być przyjemna… Przykro mi… Coraz bardziej oddalam się od ludzi, których kocham. * Bardzo chciałam im pokazać, pokazać na co mnie stać. Utopione nadzieje, zbyt szybka wizja wygranej. Gówno pokazałam. * Kolejny raz (naprawdę starałam się zastąpić to stwierdzenie innym, ale…) ktoś pokazał mi moje miejsce, obniżył moją samoocenę i wartość. Nienawidzę niewytłumaczonych spraw, sytuacji poniekąd dziwnych i dla mnie niezrozumiałych, niepojętych. Nie lubie osób nieodpowiedzialnych, nie umiejących ponosić konsekwencji swoich czynów. A mimo to, bardziej zła na siebie niż na niego…:( Zawsze starałam cieszyć się z drobnych rzeczy, ale teraz, aby normalnie funkcjonować musze doceniać najmniejsze pierdoły. Taka zagubiona, niewidoma, bez mapy, znaków, białej laski. Nie wspomniałam o przewodniku w postaci człowieka, ponieważ ostatnio nie lubię rozmawiać, a co za tym idzie przyjmować pomocy od innych. Przekonałam się, że ludzie zbyt pochopnie oceniają mnie wiedząc więcej. A wszystkiego nie powiem nigdy. P.S. Nie widzę sensu istnienia tej notki, ale chyba na świecenie nie wszystko musi mieć sens, a na pewno nie wszystko go ma… skomentuj (4) 2007-03-31 20:08:21 ...:::niezrównoważona:::... Historia się powtarza, znów historia się powtarza… Znowu nie mam na to wpływu, Znowu ta bezradność… Tak bardzo nienawidzę być uwięziona we własnym ciele, taka skrępowana.. I kolejny raz zbyt mocne słowa… „nienawidzę”… Jaka pociecha byłaby z balonika, którego nikt nie trzymałby na sznureczku? I tu prośba do kogoś, kto wie, że o niego chodzi… Nie pozwalaj mi, nawet na chwilę, dawać porywać się wiatrowi… nie pozwalaj czuć tego powiewu… Przywiąż koniec linki mocno jak najniżej przy ziemi, najlepiej w jakimś pomieszczeniu, abym nie widziała chmur… Błękitnych obłoków… Chociaż podejrzewam, że nawet w pokoju bez okien promienie słońca znajdą szczelinę, aby się do mnie rpzedostać i znów wszystko zacznie się od początku… Wiatr niosący mnie wysoko, wysoko… Obłoki, czarne chmury, niezrozumienie, twarde lądowanie, bezsilność, bezradność, łzy których miało nie być… Kolejny uszczerbek na zdrowiu, za którym razem zostanę przywiązana do wózka… Pewna porażki, postawiona przed faktem dokonanym, nadal nie rozumiem, nadal niedowierzam… Życie czy film? A może sen? Pomyłka? Głupie nieporozumienie? Przecież wszystko da się wytłumaczyć… Taka naiwna… A ja chciałam tylko nie popełniać jej błędów, chciałam być wyrozumiała. Ona też była… nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę… Siebie. skomentuj (2) 2007-02-02 20:23:03 …:::NAJGORSZE:::… Najgorzej jest mieć 18 lat, mieć prawo zeznawać w sądzie. Najgorzej jest odmówić mamie pomocy. Najgorzej jest zeznawać przeciwko ojcu. Najgorsze to, nie mieć poparcia ani jednej bliskiej osoby na świecie prócz dzieci, które jednak zawsze pozostają dziećmi. Najgorsze jest wybrać drogę najlepszą i zarazem niepewną dla siebie i bliskich(dzieci), których los zależy od ciebie. Upokarzające jest prosić o pomoc przyjaciół, ale najgorsze jest to, kiedy wieloletni przyjaciele odmawiają pomocy, to, gdy niesłusznie ich nimi nazywaliśmy przez długi czas, czasem całe życie. Nikt nie potrafi sobie wyobrazić co czuje osoba, która burzy swoje dotychczasowe życie, które mimo iż było piekłem, było w jakiś sposób naturalne, „normalne”. Nie wszyscy potrafią znaleźć w sobie tyle siły, aby nie tylko podjąć decyzję, ale mimo iż napotka wiele przeciwności, nadal w niej trwać. Najtrudniej urodzić się na nowo, tak bez dzieciństwa. Bez czasu potrzebnego na naukę, bez możliwości popełnienia błędów. Zamknąć oczy, otworzyć je i być dorosłym, który ma świadomość odpowiedzialności za dzieci. Który nie ma czasu na resocjalizację, nikt mu w tym nie pomoże. Sam musi z dnia na dzień stać się kimś, kim nigdy nie był. Podjąć pracę, znaleźć mieszkanie, zbudować wszystko od nowa. Zrobić jak najszybciej to, do czego ludzie dochodzą przez pół swojego życia. Zapewnić stabilizację sobie i bliskim. „Za jakie grzechy, jakie winy?”- nasuwa się pytanie. I ta ciągła niewiedza, czy ktoś pomoże czy nie, czy ktoś będzie się jeszcze dodatkowo mścił. Czy kiedyś ktoś w końcu mi to wybaczy, czy nie będzie miał żalu, zrozumie. Dwa razy trudniej jest, jeśli człowiek ten jest kobietą… Mam świadomość, że ta notka nie powinna się tu znaleźć, to są te myśli, które powinny być schowane w szufladzie, ale umieszczenie jej tu w jakiś sposób mnie oczyści, bo teoria „łzy oczyszczają duszę” przestała już skutkować. skomentuj (4) 2007-01-16 23:31:36 ...::: Dlaczego nie piszę...:::... Długo nie pisałam. Nie miałam tematów? jasne, że miałam... Moje życie jest tak barwne, jak kolorowa jest paleta roztrzepanego malarza... Właśnie... przez ostatni rok gdzies zgubiłam moją artystyczną-ja. Może dodatkowa płaszczyzna wyrażenia siebie przyniosła by mi ulgę. Ta notka jest właściwie o niczym. Żadnego tematu, żadnego przesłania, złotych myśli... Nie chce tu o tym pisać. Nie chce kolejny raz wracac do tych emocji, nie chce się niepotrzebnie nakręcać jak bohater romantyczny, nie zamierzam ogłaszać znaczącego monologu, przechodzic metamorfozy ani tymbardziej stać się wzorową patriotką i swoje życie poświęcić ojczyźnie. Nie to żebym miała coś do tego kraju, jestem wdzięczna za to, że te ziemie wydały tak wspaniałą osobę jak ja. Właśnie, ostantio chyba odzyskałam wiarę w siebie(mimo "porażki") i automatycznie wzrosła mi samoocena, wiara we własne możliwości. To chyba dobrze. Ale nie zamierzam wygłaszać wszysktim jaka to jestem cudowna, a tym bardziej nie zamierzam teog nikomu udawadniać. To jest wiedza tylko dla mojej osoby i ewentualnie ludzi z najbliższego środowiska, którzy wywnioskują to sami... To kolejna sprawa, która mnie ostantio dręczy. A mianowicie zauważyłam jak róznie mnie lubidz postrzegają. Jak czasem ich obraz jest odmienny od mojej prawdziwej osoby. Tak, wiem, że to moja wina. Ale nadal nie zamierzam się tym przjemować. Osoby, które mnie nie poznały możliwe, że są teog niegodne, albo poprostu los nie chciał, aby nasze drogi się zesżły. Wiara we wcześniej zapisany los? Hmm... Sama siebie zaskakuję:) Tylko czy rpzez takie podejście kogoś nie przeoczę? A może ja wolę być znaleźiona, niż sama szukać? Czy pozwolić, aby taka ważna sprawa spoczywała w na męskiej części naszej ludzkości...? Kusząca propozycja:) Jak cos nie wyjdzie to będzie ich wina:) Z resztą zawsze winę zrzucam na nich:) Czy w tym miejscu powinnam przeprosić? Skoro musze... przepraszam:)Z resztą ważniejsze od tego słowa są czyny i wybaczenie w serduszku:) Mam jeszcze coś takiego? Coś stuka... Tak więc chwilowo zaczkończę tą notkę o wszysktim i o niczym:) Chciałam pod koniec jeszcze szczerze podziękować najbliższym przyjaciołom. I tym, z którymi idąc na bilard kończe na pizzy, i tym, z którymi wylewam ostatnie poty na 'tartanie":)Ewuni, Maćkowi( szczególnie za słowa, które tak bardzo chciałam usłyszeć) i Arturowi:*(zbieg okoliczności...) ...i siostrze skomentuj (2) 2006-11-24 18:16:27 ...::: Powrót do przeszłości:::... Wysiadłam z autobusu, jak zwykle o mało co nie weszłabym w kałużę, która prawie zawsze odbija niebo w tym samym miejscu na chodniku. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przez miłą rozmowę w autobusie nie przygotowałam sobie żadnych konkretnych argumentów. „trudno”- pomyślałam, będę improwizować. Minęłam stację benzynową, minęłam zieloną furtkę i weszłam na żwirową bieżnię. Jak tu dziwnie, tak inaczej… Ostatni raz widziałam te drzewa pokryte zielonymi listkami skąpanymi w letnim słoneczku, a dziś, suche, groźne gałęzie. Szłam powoli dalej, obcasy raz po raz zapadały mi się w wilgotną, jesienna nawierzchnię. Drzwi były uchylone, jakby czekały aż je otworzę szerzej. Weszłam. W środkowej szatni paliło się światło, zajrzałam, Tomek robił porządek… Tu w ogóle można wejść? Kiedyś nikt nie wiedział co tam jest, a dziś… „Cześć, jest trener?” „tak..”- odbąkną, nieco zdziwiony, odrywając się od pracy. Weszłam na halę. Ten widok. Półmrok. Ten zapach wilgotnego tartanu, pomieszany z wonią starych materacy, z lekka metaliczna nutką. Gdy byłam tu ostatnim razem obecny był także zapach potu. Teraz, na hali nie było nikogo. Nie było dziewczyn wesoło plotkujących podczas rozgrzewki, zmęczonych zawodników, nikt nie wybijał rytmu kolcami w tartanie, ponaglającego lub przywołującego do porządku trenera. Nie było życia. Hala zamarła. W całej tej ponurej atmosferze wróciły wspomnienia. Tu się rozciągałam z Marlenką, tutaj wylewałam siódme poty z Anitką, tutaj wiszą wyniki z tamtych zawodów, a tu plakat z maratonu… Z zamyślenia wyrwał mnie pewien regularny szum. Ruszyłam w stronę schowka trenera. Głowę miałam spuszczoną, wodziłam wzrokiem po rudym tartanie. Nagle uświadomiłam sobie, że z każdym krokiem jestem coraz bliżej spotkania oko w oko z .. No właśnie, z kim? Ze srogim tyranem, który często doprowadzał mnie do zawrotów głowy i płaczu, czy z miłym facetem, który zawsze potrafił mnie rozbawić, pocieszyć…? Co powiem? Wprost, czy owijać w bawełnę? Być stanowcza? Tak, bardzo stanowcza, żeby nie udało mu się mnie odwieść od decyzji, nad którą tak długo się zastanawiałam, której jestem pewna. Nagle doszłam do schowka i zorientowałam się, że dziwny dźwięk nie dochodzi stąd. „Kto i czego szuka?”- usłyszałam zza wirażu. Odwróciłam głowę. „tak, to trener zamiata na siłowni”. Udałam się ku niemu. „Widzę, że ktoś zmądrzał i przyszedł się nawrócić..?”- rzucił zanim doszłam. „Trener, zamiast się przywitać, to zaczyna od jakiś wyrzutów…”- nie pozostawałam dłużna. „Przywitam się jak podejdziesz…” „Widzę, że trenera w klatce zamknęli”(siłownia ogrodzona jest kratką)- tak na rozluźnienie atmosfery. „Tak, wiedzieli, że przyjdziesz, dla bezpieczeństwa, żebym Cię nie pobił”- ach te jego żarciki:) Weszłam do środka. Poczułam, tak dobrze mi znany, uścisk ciepłych dłoni. Położyłam plecak na leżance, trener odłożył miotłę, stanęliśmy naprzeciwko… „Więc przyszłaś poważnie porozmawiać? Dawaj, bez obwijania bawełnę” I powiedziałam. Oczywiście brak czasu nie jest dla trenera wymówką- „wszystko da się pogodzić. Rzuć chłopaka i przerzuć się na trenera”:) Jedynym dobrym argumentem jaki miałam to to, że ja chyba już nie chce z niczego rezygnować, poświęcać dla treningów. Nie sprawia mi to już takiej radości. Moje plany, cele i zapał leżą pod gruba warstwą kurzu na półce „PRZESZŁOŚĆ”. Czy warto je odkurzać? Wolałabym powiesić nową półkę i zacząć układać na niej wszystko od początku. Bo tak najłatwiej, ale z drugiej strony życie jest za krótkie, aby robić coś co nie sprawia nam przyjemności, co z czasem straciło na wartości. „Wie trener jak trudno wrócić do treningów po tak długiej przerwie?” „Nie, nie wiem. Nigdy nie trenowałem”- wypowiedziane z ironią, a na twarzy grymas niedoceniania. „Nie dam rady…” „Przecież nie spróbowałaś” „Nie nadaję się” „Gdyby tak było, nie rozmawiałbym z tobą” „Nie wiem czy chcę…” „Możesz zrobić coś dla mnie, dla siebie i dla klubu. Ja też nie chce sprzątać. Nikt mi za to nie zapłaci, ani nawet nie podziękuję. Ale kto to ma zrobić, jak nie ja? Czekam sobie na zawodników, którzy może się dziś pojawią, a może nie…”- wziął mnie na litość. O nie trenerze, tak się nie robi…:/ „Ja mam do ciebie tylko jedną, małą prośbę, którą możesz spełnić. Dwa razy w tygodniu tutaj, dwa u siebie… To tak niewiele.” „Zastanowię się i jakbym się zgodziła, to zacznę okres próbny i zobaczę czy ze wszystkim będę dawała sobie radę.” „To do poniedziałku.”- jakby nie dosłyszał pierwszej części mojego zdania… Pożegnałam się i wyszłam. Na dworze tak jasno… Ale jednocześnie tak szaro. Wracając uświadomiłam sobie, że kolejny raz dałam się namówić. Że będąc na hali sama uwierzyłam, że będę trenować, dopuściłam do siebie te myśli, a teraz? To czemu powiedziałam, że się zastanowię, skoro nie mam takiego zamiaru? Czy tak bardzo mi tego wszystkiego żal? Czy jestem tak bardzo niepewna swojej decyzji? To tylko sentyment… A może coś więcej? Utonęłam w myślach, było we mnie mnóstwo sprzeczności, niczym w Kordianie, gdy wahał się przed morderstwem… (Nie bójcie się, nie mam zamiaru kogoś zabić ani popełnić samobójstwa jak romantyczny bohater) Pogrążyłam się do tego stopnia, że nawet nie pamiętam jak znalazłam się w autobusie. Do domu wróciłabym stąd z zamkniętymi oczami, w końcu jeszcze tak niedawno to była moja codzienna (oprócz niedziel) trasa. skomentuj (10) 2006-11-04 22:17:19 ...::: "Masz siłę, masz wiarę, raz jeszcze pozbieraj się":::... Tak nagle, niespodziewanie, znalazła się w śród tych ludzi. Tak nagle zrobiło się ciasno w jej świecie… Kiedyś była najlepsza, przez wszystkich chwalona, najważniejsza. Dziś brutalnie rzucona w rzeczywistość, w miliony takich jak ona. Najlepsi z najlepszych i ona. Może gdyby nie te okoliczności… Normalnie, na ulicy nie zwróciłaby nawet na nich uwagi. Tu ma okazje zobaczyć jak podobne do niej maja poglądy, jak wyprzedzają ją w wygłaszaniu jej najważniejszych życiowych wniosków. Do dziś zawsze pierwsza, teraz jedna z ostatnich, nielicząca się. Ktoś podpisuje się pod jej wieloletnimi przemyśleniami, pod jej doświadczeniem. Oszukana… Oszukana przez los, ludzi, życie. Czuje się taka malutka. Z dnia na dzień fenomen staje się śmieciem. Rozczarowanie. Łzy. Bezradność. Noc. Nowy dzień. A ze słońcem wstała nowa energia i siła do działania, do zmiany na lepsze :) Lepsze jutro i lepsze zawsze:) skomentuj (7) 2006-10-23 21:52:09 ...:::Niepoprawna egoistka:::... Tak bardzo chciałabym nią teraz być...:( Tak bardzo... Nie widzieć tego co się dzieję w okół mnie, co dzieje się z nimi... Zamiast dorastać w spokoju i ciepłym uczuciu, kształtują ich wybuchy, emocje, kłótnie, walki, uczucie niesprawiedliwości, złości i nienawiści. Tak bardzo chciałabym nie czuć tego wszystkiego co czuję... Nie czuć bezradności, bólu, cierpienia, współczucia. Tak bardzo chciałabym umieć zająć się tylko swoimi sprawami, byc ponad to wszyskto. Patrzeć na nich z góry, z dystansem, jak na gre komputerową, gdzie game over wzbudza we mnie większą chęć do działania, do powtórnej gry. Tak bardzo chciałabym już powiedzieć, że nie mam łez, ale nie mogę. Chciałabym powiedzieć, że mnie nic nie obchodzi, skłamałabym... Chcę odbudować swój mały, piękny świat i tym razem odgrodzić go od smutnej rzeczywistości grubą skorupą i nikogo do niego nie wpuszczać. Nikogo, bo przekonałam się, że nie warto... :(;( skomentuj (5) 2006-09-24 15:28:49 ...::: "Ideały się depcze, słowa wielkie zapomina..." :::... Mój autorytet? W dzisiejszych czasach nie mieć go jest zaletą… Czy istnieją dziś ludzie idealni? Nie. Jest to jedna oprócz śmierci pewna rzecz. W dzisiejszym świecie zepsucia, zła i przemocy nie ma takich ludzi. Wyginęli jak dinozaurach. Na kim się wzoruję? Rodzice wpoili mi pewien zbiór dobrych cech, który ożywiłam w swoim własnym świecie. Wtedy wierzyłam, że ktoś taki naprawdę istnieje… Byłam naiwna. Doszukiwałam się takich cech, w każdym na kogo się natknęłam. Od członków rodziny, przez sąsiadów, znajomych, nauczycieli, poetów, polityków… Śmieszne? Smutne… Bo nie znalazłam. Moje autorytety z dzieciństwa ulotniły się jak powietrze, jedne po drugim. Teraz, do niektórych z nich nigdy bym się nie przyznała... Potrafię tylko podziwiać. Podziwiać osoby za pojedyncze cechy, za jedną z dziedzin. Cenię nauczyciela za wiedzę, zapominając o jego wybuchach złości, Cenię poetów za twórczość, zapominając, że najlepszy z nich był w SB, Cenię księży za wiarę, zapominając, że kłamią, piją, uprawiają hazard, Cenię znajomych za wsparcie, nie patrząc na ich stosunek do innych… Najbliższa ideału jest moja mama. Osoba, która przez całe życie walczy ze swoimi wrodzonymi cechami charakteru, z przeciwnościami losu, na które sobie na pewno nie zasłużyła. Wzorowa matka, wspaniała przyjaciółka… Kocham Cię Mamo i zawsze będę z Tobą. Damy sobie radę! Jak nie my, to kto? :* :* :* skomentuj (4) 2006-09-18 20:14:35 ...:::Kocham fizykę i matmę, poprostu kocham...:::... To nie jest coś tam, to nie jest ktoś tam… To jest konkretna osoba, konkretne więzi… Ale tak, jakby coś innego wymykało się spod uwięzi… Niby takie niewinne… Ale gorące… Niby nic wielkiego, Lecz w serce kogoś innego godzące. Po raz pierwszy wiem co czuję, Po raz pierwszy tego nie pojmuję, Że czuć nie mogę. Dlaczego ja? Nie rozumiem… …dwa ciała obdarzone masą przyciągają się siłami wprost proporcjonalnymi do kwadratu odległości między ich środkami… ;(;( Wreszcie ktoś opisał uczucie?... Tak lekkie jak słowika śpiew Tak ciepłe jak Jak pustynny deszcz Umiały być tylko słowa twe Tuliły mnie w ramionach snu Chroniły przed każdym brakiem tchu Myślałam że tak już pozostanie Odnalazłam siebie w tobie Nie potrafię cię zapomnieć Bo jesteś obecny w każdej chwili która mnie otacza Wciąż pamiętam tamte chwile W których tak mówiłeś tyle Że kochasz że pragniesz Bym była tylko z tobą tu na zawsze (…) Niewdzięczny los zmienia życia bieg Tak trudno jest zacząć nowy dzień Zatrzymam cię w pamięci mej Chcę poczuć jak Jak przytulam cię Chce wierzyć że nic nie stało się skomentuj (7) 2006-06-30 01:06:26 ...:::Mówią, że jest, ale jej nie ma:::... Nie potrafię ubrać w słowa beznadziei w ogromie całej tej beznadziejnej sytuacji. Zaczynam się zastanawiać, zaczynam myśleć, a łzy same napływają mi do oczu. Gdzie moja determinacja? Ambicja zrobiła sobie wakacje…?? Nie mam o kogo i dla kogo walczyć. Tak, to właśnie dawały mi treningi. Dzięki temu mogłam być samowystarczalna, znajdowałam w tym uczucia, które powinny zachodzić w codziennym życiu. Spotkania towarzyskie zastąpił mi kontakt z osobami z klubu, zamiast o względy i osobę walczę o poprawę czasów, efekty mojej ciężkiej pracy fizycznej, najlepszym przyjacielem trener. Tak właśnie rywalizując z ludźmi na tartanie zamiast rozpychania się łokciami w prawdziwym życiu zapomniałam jak to jest żyć. Jest mi źle. Nauczyć się żyć od nowa, czy wrócić do treningów? To pytanie wydaje się proste, ale z nim wiążę się dużo więcej spraw. Wszystko to przelatuje mi przed oczami, na tle rozmytej rzeczywistości. Potrafię kochać? Potrafię być kochana? Wiem, że na razie nie. Trudno nagle ze sportu indywidualnego przerzucić się na zespołowy lub chociaż partnerski. Ale nawet te przyzwyczajenia nie są w stanie wyciszyć naturalnej chęci, potrzeb. *** Po jego raniących słowach, cały dzień byłam rozbita. Wracając z mojej słabo owocnej ostatnio pracy, obok mnie ujrzałam dumnie kroczącą kobietę. Zgrabna, zadbana, twarzy nie widziałam. Najbardziej rzucał się w oczy wielki, okazały bukiet róż. Ta to ma szczęście… pomyślałam. Szczęście? Czy ono naprawdę istnieje? Owa kobieta jest tego przykładem. Wiec nie poddam się! Jeśli ona jest szczęśliwa, ja też będę. Nie mogę się załamywać. Tego dnia Elżbieta wcześniej wymknęła się z teatru. Zaraz po próbie, niezauważalnie wymknęła się z budynku. Miała dosyć towarzystwa znajomych. W tak ciężkiej chwili, gdy wali jej się czteroletni związek z „idealnym” facetem wolała być sama. Jak zawsze, kiedy miała chandrę, udała się do kosmetyczki i fryzjera. Idąc alejkami, mijała ludzi pospiesznie wracających z pracy do domów. Niedaleko skrzyżowania kwiatowej z Lipową, jej uwagę przykuł piękny zapach wymykający się z kwiaciarni. Kobieta weszła do sklepu i poprosiła 20 czerwonych róż. Niegdyś taki właśnie bukiet dostawała od swojego narzeczonego, zanim dowiedziała się o tej drugiej… *** Jeśli na tym ma polegać miłość, jeśli jest to tylko ludzki wymysł… Chcę to wiedzieć. Chcę, aby „zakochana” para przestała udawać, żeby zabroniono pisać piosenek o miłości i pokazywać filmów o podobnej tematyce… Nie wspominając o książkach… Nie chcę żyć w tej obłudzie i ciągłej nadziei. Po co żyć, starać się, budować grunt jeśli to nie nadejdzie? Cały wysiłek na marne…? Nie wyobrażam sobie potwierdzić tego za 40 lat… Wolę umrzeć już teraz. Natychmiast. skomentuj (8) 2006-06-19 19:46:20 ...::: ? ? ? :::... Już teraz sama nie wiem czego chcę… Nie potrzebuję już szalonej namiętności, nowych doznań i… A może się boję…? Nie, po prostu nie chcę. A czego chcę? Chcę oparcia. Kogoś kto mnie wysłucha i będzie się mną opiekował. Kto szanuje moją osobę i moje zdanie. Potrzebuję osoby szalonej pomysłowej z odpowiednim poczuciem humoru. Chłopaka, który rozbawi mnie do łez, a potem je otrze. Ale podstawa to zrozumieć. Musi zrozumieć mnie, moją sytuacje i podejście do życia. Jednocześnie powinien być męski, samodzielny i odpowiedzialny. Czy na razie mogę spotykać się z nim tylko we śnie?? A może tak zostanie na zawsze…? Tak, jestem zbyt wymagająca. Albo może nie dorosłam do tego wszystkiego. Możliwe, że wszystko o czym marzę nie spełni się, bo życie polega na czym innym? Może wszystkie moje sny i marzenia okażą się nierealne? Wszystko pryśnie… Czy nie tak wygląda uczucie zwane miłością, jak sobie wyobrażam? Czy autorzy romantycznych książek i filmów mają zbyt dużą wyobraźnię? Robią to dla pieniędzy? Czy ludzie, których uważam za zakochanych udają? Wszystko jest takie chore, nie mieści mi się w głowie… „Słuchaj… Nikomu tego nie mówiłam… Ciężko mi szło. Oblizałam zaschnięte wargi. Starałam się tak dobierać słowa, aby brzmiały jasno, ale nie śmiesznie. Bo to co chciałam mu powiedzieć, mnie samej wydawało się głupie. -Chodzi o niebieskie drzewa. Filip musiał się mocno zdziwić, ale-jak to on- nie dał nic po sobie poznać. -W dzieciństwie wierzyłam, że takie istnieją. Kiedy miałam mniej więcej tyle lat co Cinka, wychodziłam czasem na pole za domem. Na horyzoncie widziałam wierzby zarastające brzegi Bugu i z tej odległości ich liście wydawały mi się zupełnie niebieskie. Dlatego wyobrażałam sobie, że mam niebo na wyciągnięcie ręki. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym zabrano mnie na długi spacer w tamtą stronę. Przekonałam się, że te drzewa są całkiem zwyczajne, takie same jak te rosnące blisko mnie, na które nie zwracałam uwagi. Jednak od tej pory zdarza mi się odczuwać dreszczyk, gdy niespodziewanie znajdę się pośród krajobrazu przypominającego tamten widok. Wiesz , do czego zmierzam? Filip pokręcił głową. Tak myślałam, metafora była dla niego za trudna. W końcu to tylko facet. -Chodzi mi o to, że z tobą było tak samo. Z daleka wyglądałeś niczym drzewko w kolorze blue. Gdybym wcześniej porozmawiała z ludźmi, którzy cię lepiej znają, usłyszałabym, że to złudzenie optyczne. Fatamorgana. A tak, choć niestety dużo później, sama musiałam przekonać się, że jesteś zielony i zwyczajny jak pierwszy lepszy krzak!” fragment z książki "broszka" Ewy Bagłaj skomentuj (9) 2006-05-27 19:56:33 …::: W strugach deszczu:::… Mimo najszczerszych moich starań, prawie nikt mnie nie chce lub nie potrafi zrozumieć… Mój dialog z innymi wygląda mniej więcej tak: A: (poważnym, smutnym głosem) Wiesz… Wczoraj przechodząc koło sklepu X widziałam poważny wypadek… B: (przerywając, podnieconym głosem) Poszłaś do sklepu X beze mnie!??? Słyszałam jakie tam są teraz przeceny!! … A: (chcąc się wyżalić) Mam poważny problem z… B: (olewająco) też mam kupe problemów, miejmy nadzieję, że to przejdzie…(odchodzi) … A: Szkoda mi tej książki… Strasznie ją lubiłam…. B: Ale wiesz… I tak nigdy jej nie lubiłaś! … A: (kończąc dłuuugą historię) więc sama rozumiesz..Jest mi z tym bardzo ciężko… Nawet sobie nie wyobrażasz… Przepraszam za tą chrypę, trochę mnie gardło boli… B: naprawdę!!?? Boli Cię gardło!?? Współczuję, wiem jak to jest…Słuchaj mam tu jakieś tabletki… Przekonałam się jakoś do ludzi, ale… Jak przedstawiają to powyższe dialogi nie znalazłam w tym ukojenia ani pomocy… Tylu znajomych a… Oni nie słuchają, wyłapują czasem dla nich ważniejsze fakty albo udają, że słuchają i jak kończę mówić, rzucają ten sam komentarz, nie zależnie czy zgubiłam gumkę, czy umarła mi ciocia…;/ *** Tak bardzo chciałabym sama cierpieć niż ranić… Tak bardzo chcę tęsknić, myśleć o jednej osobie… Płakać w poduszkę, ale z miłości… Nieodwzajemnionej…Tak bardzo pragnę przytulać się do kogoś z tego mojego wewnętrznego powodu… W napięciu i podnieceniu czekać następnego spotkania. Gdzie jest moje wielkie uczucie? Gdzie książę z bajki…? Wszystko co nowonarodzone, dziewicze, niezbadane utraciłam… Tak łatwo, szybko, nieświadomie. Dlaczego wtedy tak bardzo chciałam zapomnieć… Dlaczego mi się udało…? Wraz z nim odeszło to coś… Czy uczucia?? Może te pozytywne… Wypłynęły bezpowrotnie. Tak bardzo chciałabym aby ktoś je przywrócił… *** Daj mi wreszcie spokój. Pozwól mi żyć. Sama. Tylko samotności potrzebuję. Nienawidzę Twojego towarzystwa, brzydzę się twoim dotykiem. Odejdź… Tak nie mogę tego zrozumieć, tak mi wstyd... Przepraszam...:* „Pozwól mi być tym kim chce (…) Pozwól żyć, pozwól mi być (…) Nadszedł czas by mówić nie!” NIE skomentuj (5) 2006-05-22 21:01:39 ...::: Zapomnij o Mori :::... Tyle śmierci wokół… Tyle jej zapachu… Czuję jej dotyk, ale nie widzę postaci… Jeszcze. Chociaż czasem w snach… Dziś widzę tylko jej ślady. Nie zaciera ich, a jakby specjalnie eksponowałam… Już nie daję rady… Teraz powinnam… Kurwa, tyle rzeczy powinnam i nie powinnam a tutaj tylko śmierć. Ludzie, nie żyjemy w średniowieczu! Nie powinniśmy się zamartwiać a tu?! Ostatnio nawet podczas śmiechu łzy cisną mi się do oczu. Jedyna wymówka… Wszystko zaczęło się układać, moje życie nabrało sensu a tu nagle wszystko rzuciłam, ze wszystkiego zrezygnowałam. Wszystko stało się niczym wobec Niej… W książkach odnajduję własne życie. To mi wystarcza. Więc odejdźcie, odejdźcie przyjaciele, nie przeszkadzajcie… Dziękuję za pomoc i słowa otuchy, ale jednocześnie Was za to nienawidzę… Nie chce pomocy, nienawidzę Was… Dajcie mi święty spokój… Boże, co się ze mną dzieje? Czemu tak ranię osoby, która mnie kochają, które kochałam… I będę kochać, ale czy kocham? Tyle dobrych osób, tyle cholernie lepszych ode mnie… Tak bardzo współczuję… ON, mądry, szczęśliwy, dumny z syna, wszechstronny. On się tylko spieszył… ONA, głęboka katoliczka, szczęśliwa żona i matka trójki małych dzieci. Ona czeka, powoli czeka… wręcz niepokoi innych swoim spokojem. Jak to możliwe? KOLEJNA, z ułożonym życiem, własnym przyjemnym interesem zarobiła na wszystko co miała, a pogodą ducha na wspaniałą rodzinę. Wracała z daleka a tu, w Łodzi… Ilu jeszcze takich ludzi do nich dołączy? Czy na świecie zostają tylko Ci źli? Jeśli tak, Boże zabierz mnie do siebie… Od dwóch tygodni nie mogę się normalnie ruszyć, Bez ostrożności i skrywanego bólu. Od dwóch tygodni codziennie jestem u lekarza, Od dwóch tygodni wszyscy są dla mnie cholernie mili I za wszelka cenę chcą pomóc w każdej najgłupszej sytuacji. Od dwóch tygodni nie biegam I od dwóch tygodni tęsknię za czymś, czego nie ma… Od dwóch tygodni codziennie wieczorem płaczę.... Na siłę szukająca szczęścia, zmęczona życiem… Chcę tylko jednego. [*][*][*] Dla tych, którzy zostawili po sobie pustkę. skomentuj (7) 2006-02-23 22:43:40 ...:::PODANIE O PRACĘ:::... Curiculum Vitae Joanna Zdesperowana Ul. Zakochanych 00 00-000 Tel: 0000… PESEL: 0000… WYSZKSZTAŁCENIE: Szkoła Życia ul. Szczęścia 13 Liceum ogólnokształcące im. Św. Walentego na ul. 14Lutego 14 Studia Zrozumienia na wydziale Partnerstwa DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE: 06.12.2004r.-13.02.2005r.- Adam 14.02.2005r.-02.05.2005r.-bezrobotna 03.05.2005r.-10.10.2005r.-Michał JĘZYK: Sprawny –biegle w mowie i … zdolny DODATKOWE ZALETY, KURSY, UMIEJĘTNOŚCI: Kurs Dobrych Rozmów Kurs Słuchania Serca Kurs „On mnie rzucił” ZAINTERESOWANIA: Miłość, bezpieczeństwo, wsparcie, spotkania. Lista Motywacyjny Walentyn 14.02.3000r. Szanowny Panie Dyrektorze, O stanowisku, które pragnę zająć dowiedziałam się intuicyjnie, poprzez kontakt wzrokowy. Wiem, iż jest ono bardzo oblegane, jednak uważam, że przewyższam moją konkurencję. Praca ta jest ogromnie powiązana z moimi zainteresowaniami, a wiadomo, jeśli praca staje się pasją, przynosi dużo lepsze efekty. Przy okazji zdobyłabym większe doświadczenie, poszerzyła moje horyzonty. Pozsiadam wymagane przez Pana wykształcenie, kursy dodatkowe oraz praktykę. Na pewno wniosłabym do firmy wiele pozytywnych zmian jak np. błysk w oku, chęć do życia, chwile uniesienia, zaufanie, przyjaźń, pomoc. Jednym słowem miłość! Praca u Pana przyniosłaby korzyści także mnie. Pomogłaby mi uspokoić swoje nazbyt szaleńcze i lekkie życie. Mogłabym się ustabilizować. Nie ukrywam, że wynagrodzenie za prace, również ułatwiłoby mi pokonywać codzienne trudy w życiu. Potrzebuję kogoś, kto powie mi co robić powinnam, a czego nie, potrzebuję kogoś, kto podzieli się ze mną odpowiedzialnością za życie… Myślę że to wszystko co mogę powiedzieć, aby przekonać pana, iż jestem doskonała osobą na oferowane stanowisko. Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby. Joanna Zdesperowana To kiedy rozmowa kwalfikacyjna? skomentuj (28) 2006-02-10 21:57:35 ...:::Pogrzeb Ani:::.... A wszyscy płakali… Widziałam ją, widziałam ją w niej. Patrzyłam na nią cały czas, kiedy się ocknęłam, zorientowałam się, że musi jej być niezręcznie. Chwilę wpatrywałam się w podłogę, po czym mój wzrok znów kierował się na jej twarz i postać. Taka podobna, taka sama… Chwilami byłam pewna, że to ona. Miałam ochotę wtulić się w jej ramiona, jak 10 lat temu, jak 5 lat temu, jak parę miesięcy temu… „…Niech zstąpią anioły…”-nagle w kapliczce zrobiło się jasno, jakby słońce dopiero sobie przypomniało, że to już nowy dzień. Przy klawiszowych nutkach „poranka Edwarda Greega” znów ją widziałam. Była taka piękna… Po mimo większej tuszy i wieku… Taka piękna … Biegła z gracją, delikatnie na paluszkach po kwiecistej łące. W ręku trzymała bukiet polnych kwiatów, wiatr delikatnie muskał jej zwiewną sukienkę. Uśmiech na twarzy i tych kilka porad brzęczących mi w uszach: Kobieta zawsze musi być piękna… Najważniejsze są ręce, są twoją wizytówką… I wiele innych., których nigdy, nigdy nie zapomnę. To piękne, że ona do końca była dziewczynką… Śmiała się do swoich myśli…:) I ta niezwykła energia… Kiedy grała ze mną w badmintona, w koszykówkę, z Mikołajem w piłę nożną, uczyła Julię jeździć na rowerze… Szczere rozmowy o chłopakach, dyskotekach, nocne śmichy podczas wielkiego polowania na ćmy… Te chwile nigdy nie wrócą… Dziękuję Anitko… Nigdy nie będę miała okazji Ci za nie podziękować, odwdzięczyć się… Dlaczego dopiero teraz to zrozumiałam…?? Dlaczego muszę uczyć się na takim błędzie… Który tak boli… Nowe postanowienie… Kocham Cię, kochamy Cię… [*] [*] [*] skomentuj (11) 2006-01-27 19:34:53 ...::: On był, tak był, ideałem, po mimo swoich wad...:::... Mnóstwo problemów, komplikacji, dużo więcej obowiązków i najprawdopodobniej kolejna przeprowadzka… Czy podołam… czy podołamy temu wszystkiemu? No tak, gdyby tu chodziło o pokonywanie trudu całą rodziną nie byłoby problemu. Choć tak naprawdę wiem to tylko z telewizji, opowieści, bajek i marzeń. W tym przypadku będzie to prawdziwa walka, rzeź… To przykre, że dwoje ludzi potrafi nienawiścią do siebie zniszczyć życie nie tylko swoje, ale i kilku bliskich im osób… Jak można uczyć dzieci takich negatywnych uczuć? Jak to możliwe… Jeśli doprowadziła ich do tego miłość, chyba nie chcę jej zaznać… Jednocześnie miło jest czuć się potrzebnym. Jeden wieczór nie spędzony w domu jest dla nich koszmarem. Dobrze, że to tylko pojedyncze wieczory nie mogę być przy nich. Za każdym razem mam takie olbrzymie poczucie winy, że ja się stamtąd wyrwałam, bez nich… Przeraża mnie a może wręcz przeciwnie myśl o tym, że z wielu rzeczy będę zmuszona zrezygnować… Chyba pierwszorzędną rzeczą, która zabiera mi tyle czasu i wysiłku są treningi… Jestem gotowa, mimo iż dodają mi one energii, odstresowywują i w jakiś sposób cieszą… Tymczasem bardzo cieszę się, że potrafię jeszcze się uśmiechać, wierzyć w to, że jutro może być lepiej. Najbardziej wdzięczna jestem znajomym, z którymi nie muszę rozmawiać o problemach, którym nie muszę tego wszystkiego tłumaczyć, lecz rozmawiać o rzeczach normalnych, wraz z nimi cieszyć się z drobnostek. Ludziom, którzy, czasem nawet za uszy, wyciągają mnie z domu na imprezy i różne wypady. Dziękuj!! Buziaki!!! :*:*:* P.S.Dziekuję Mariolce, która pomogła (była moją muzą) mi nadać tytuł tej notce...:* skomentuj (7) 2006-01-08 15:07:19 ...:::"Masz siłę, masz wiarę, raz jeszcze pozbieraj się...":::... Teraz się postaram, wezmę w garść. Jeszcze troche i osiągnę wreszcie cel, który będzie nagrodą. Mój trud w końcu będzie wynagrodzony... - powtarzam to sobie w chwilach, kiedy się zatrzymuje i spoglądając na moje życie oczyma obserwatora, dochodzę do wniosku, że z każdym dniem traci ono sens... skomentuj (14) 2005-12-18 17:22:18 ;( Obdarta z ubrania, goła. Wszystkie uczucia na wierzchu. skomentuj (23) 2005-12-17 19:46:36 ... Nie zakarzesz mi płakać. Nigdy. skomentuj (5) 2005-11-10 16:51:42 …:::Z pamiętnika Świra:::… Wreszcie z siebie zadowolona. Wreszcie pozbyłam się trzymiesięcznego dorobku… Były takie piękne. Może trochę przesadzam, ale były ładne. Dodawały uroku mi, moim dłoniom. Wydłużały palce, dzięki nim dłoń wydawała się poważniejsza, zwracały uwagę kolorem i czystością. Już ich nie ma. Straciłam coś o co dbałam i co hodowałam przez trzy miesiące. Zrobiłam sobie na złość. Udało mi się! Po raz pierwszy od długiego czasu jestem z siebie zadowolona! Kawałek po kawału... Od samego brzegu zagłębiałam się coraz dalej i dalej... Niektóre nadgryzałam z boku i najzwyczajniej w świecie zrywałam. Tak bili najbardziej, ponieważ rwie się on według własnego widzimisię i czasem posuwa się za daleko. Zahacza o inne warstwy, rozrywa skórę, aż do krwi. To najlepiej smakuje... Kocham smak krwi. I tak jeden po drugim: za charakter, wygląd, zachowanie... Za to, że ostatnio przytyłam, za każdą zjedzoną czekoladkę, za to, że nie potrafiłam się pohamować i powiedziałam zanim pomyślałam, za to, że skrzywdziłam. Za każdą krostę, za włosy, oczy, usta, nos. Za szkołę, oceny i wszystkie słabości. Za strach i myśli, za każdą łzę, za złudne marzenia, głupie sny. Ukarałam się, za te kłótnie, które muszą wysłuchiwać dzieci, za powody tych sporów, za całe zło, za to, że im nie wyszło... Skarciłam się. Już mi lepiej, jaka ulga... Ulga długotrwała, teraz za każdym razem, kiedy jest mi źle lub spojrzę w lustro, zaraz spoglądam na moje dłonie i uspokajam się: "Już się za to ukarałam..." Palce spuchły, poczerwieniały. Skóra na opuszkach była bardzo wrażliwa. Za każdym razem kiedy myłam ręce, ściskałam coś lub trzymałam, bolało. Bardzo. Często leciała krew. W takich sytuacjach mogłam się wyżyć dodatkowo. "A masz, za to wszystko, za to, że żyjesz, należy ci się, należy...Dobrze ci tak, nie udawaj, że cię boli..." Z czasem skóra na opuszkach placów stała się bardzo twarda, brzydka. Od czasu do czasu, przekuwam ją nożem, igłą albo po prostu odrywam. Tak strasznie się tego wstydzę. Dobrze, że jest zima... Większość czasu spędzam w rękawiczkach. skomentuj (11) 2005-10-30 23:30:47 ...::: „Jeszcze wczoraj chciałam zmienić w sobie coś…”:::... Daj mi ciepło, A dam Ci siebie. Opiekuj się mną, A dam Ci siebie. Całuj, A dam Ci siebie. Szanuj, A dam Ci siebie. Nie zostawiaj mnie, Ani nie krzywdź, Bo nie będę miała siebie ja, ani Ty… „Nie umiałam kochać wprost znowu zakpił los…” Potrzebuję Ciebie! Tak, właśnie Ciebie… Tylko Twoje oczy mówią, bez słów, Tylko Twoje usta potrafią wyszeptać piękne słowa, Jakby tylko do tego były stworzone… Tylko Twoje ręce znają moje ciało na pamięć, Tylko Twoje serce pasuję do mojego… Tylko Ciebie chce!! Ten zapach, smak, dotyk… To przyprawia mnie o szaleństwo. Jednak to boli, bo teraz już nie mogę się Tobą cieszyć… Nie należysz tylko do mnie, Właściwie to w ogóle do mnie nie należysz… Czy kocham?? Nie… Ja nie potrafię.. Ja po prostu szaleję… Ale nie potrafię również żyć bez Ciebie!!! Zdesperowana ![]() skomentuj (4) 2005-10-18 22:02:30 ...:::TĘSKNIĘ:::... Jeszcze pare miesięcy temu, jakby ktoś mi powiedział... Z resztą mówiłeś to dużo razy. Śmiałam się. Nie dopuszczałam tego do świadomości. Śmialiśmy się razem... Miałam w nim oparcie. Czasem był starszym, bardziej doświadczonym kumplem. Czasami odkrywałam w nim dziecko. I psycholog w jednej osobie. Dziś już tego nie ma. Wstydzę się, bardzo mi wstyd. Nie wiem jakie słowa i czy istnieją takie, które mogłyby to wszyskto anprawić. Wyrazić moje uczucia, wynagrodzić ostatnie dni, właściwie to już ponad miesiąc... Wyboru nie żałuję, bo nie brałam pod uwagę charakterów, lecz skuteczność, szybkie poprawienie wyników. Z resztą sama nie wiem czym się kierowałam. Tego jestem pewna-nie wrócę. Z dnia na dzień modlę się, żeby nie spotkać Cię na ulicy... Boję się, że ze wstydu nie przyznałabym się do swojej osoby, nie odezwałabym się słowem, lub zaczęłabym się mieszać w wytłumaczeniach, wymyślać kilkaset powodów... Chcę wszyskto wyprostować z własnej inicjatywy. Może w końcu pozbieram się do kupy i spróbuję wytłumaczyć... Pewnie jest już za późno. Mimo wszyskto jest we mnie nadzieja-lepiej później niż wcale. skomentuj (6) 2005-10-14 22:45:42 ...:::WIERZE W MIŁOŚĆ ! ! !:::... Tyle dziwnych zdarzeń, sytuacji, znajomości. Tyle nauki, różnych spraw. Zamęt, mętlik to moi przyjaciele. Śnię o akceptacji, szaleństwie goniącym szczęście. Mimo wszyskto nie zapomniełam co to jest miłość i jakie za sobą niesie emocje. Zarówno te dobre, jak i złe. Długie sekundy dzielące do spotkania, podniecające zbliżenia, kokietujące spojrzenie, czułe słówka... Tęsknota, łzy, żal, nic nie znaczące wytłumaczenia, niedotrzymane obietnice, niespełniona, tak dokładnie zaplanowana przyszłość... To takie piękne... Tak cholernie mi tego brakuje... Ale nie będę głupią, zdesperowaną dziewczyną. Nie będę rzucała się na pierwszego lepszego faceta, któremu się podobam. Nie będę krzywdziła ich uczuć... Nie będę. Nigdy więcej! Nigdy nie będę z facetem z rpzyzwyczajenia, z braku innej możliwości. Poczemam na uczucie, które uniesie mnie wysoko nad ziemią, pokoloruje sny i marzenia, rozjaśni problemy. Nie będę się wahać, przepełniać mnie będzie nieskazitelna pewność: TO JEST TEN. Wierze w miłość, więc czekam.... ![]() skomentuj (11) |
księga gości 2010 czerwiec maj kwiecień marzec 2009 czerwiec 2007 czerwiec marzec luty styczeń 2006 listopad październik wrzesień czerwiec maj luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec ...:::Jeszcze się spotkamy...:::... Ewelina Iwona Ala Ania Miluś |
|||
|
|
||||